Panoramiczny Lublin z 10-tego piętra wieżowca i jeszcze wyżej, z kieliszkiem wina w dłoni. Na bosaka. Po cichu. W środku nocy. Szeptany do siebie, a może do Ciebie, tkany pustką wiersz.
I tylko ciężarówki
i ludzie
maleńkie postaci
przemieszczają się wszerz i wzdłuż
nic się nie dzieje
pustka
ciemność
światła
mrok
skrzyżowanie.
Zapamiętaj.
pustka
mrok
ciemność
skrzyżowanie...
21 października 2008
13 października 2008
Przylgnięcie
Ja tak na szybko. Bo chyba głupota mi uszami wychodzi i nic się na to poradzić nie da. Wczorajszy dzień - niby sprawa załatwiona, ale dziś widzę, że nie. Nie wiem co lepsze: zostawić tak jak jest i udawać, że wszystko gra, czy wyjaśnić, rozgryźć, rozpracować i znów dostać w dupę. I tak źle i tak niedobrze. Już słyszę jak wszyscy wokół mówią: miałaś bla, bla, bla, więc bla, bla, bla, a wogóle to bla, bla, bla i po Ci to?? I jeszcze mogą dodać: A nie mówiłam/łem? I mają rację, przecież wiem. A w środku coś mi płacze, czyżby przylgnięcie?
10 października 2008
"Twój Miś Cię zdradza. Życzliwy"
Bardzo mocno się wczoraj zastanawiałam, nad poinformowaniem pewnej, znanej mi osobiście kobiety, pozostającej w związku z pewnym bardzo dobrze mi znanym mężczyzną, o niewierności tegoż właśnie. Po przemyśleniach, oraz dyskusji, w babskim kręgu, przy butelce wina, doszłam do wniosku, że chyba jednak nie warto. Bo co dziewczyna winna, facet jest palant, ale czy jeśli ona się o tym dowie, poczuje się lepiej?? Nie wydaje mi się. No bo jak to jest: lepiej być oszukiwaną i nie wiedząc o tym układać sobie życie, cieszyć się szczęściem codziennym, które ma się w zasięgu ręki, czy też poznać prawdę i cierpieć?
Głupia sprawa... przecież to ja byłam pierwsza... ona druga, a teraz jest odwrotnie. Brak obiektywizmu nieco zaciemnia obraz. Nie ma uniwersalnych prawd, recept na wszystko.
Włożyłam skórzane spodnie, czarno-białe cwelki, koszulkę z dużym dekoltem, różowy szal i od razu poczułam się lepiej. Sobą. Czarna skóra, odrobinę zrobione oko, moja ulubiona kanapa w rogu Centrali, Ola za barem, na mój widok od razu pytająca: herbata? Bez cukru? W ręce Zoom, naprzemiennie z Dialogiem (odrabianie zaległości), Olo ze swoją pomarańczową torbą na laptopa i leniwe oczekiwanie na spektakl. Moje życie. Esencja.
Głupia sprawa... przecież to ja byłam pierwsza... ona druga, a teraz jest odwrotnie. Brak obiektywizmu nieco zaciemnia obraz. Nie ma uniwersalnych prawd, recept na wszystko.
Włożyłam skórzane spodnie, czarno-białe cwelki, koszulkę z dużym dekoltem, różowy szal i od razu poczułam się lepiej. Sobą. Czarna skóra, odrobinę zrobione oko, moja ulubiona kanapa w rogu Centrali, Ola za barem, na mój widok od razu pytająca: herbata? Bez cukru? W ręce Zoom, naprzemiennie z Dialogiem (odrabianie zaległości), Olo ze swoją pomarańczową torbą na laptopa i leniwe oczekiwanie na spektakl. Moje życie. Esencja.
09 października 2008
Aaaaaa kochanka zmieni etat na żonę
Powiedzmy to szczerze, prosto z mostu. Może zadziała jak kubeł zimnej wody.
Jestem kochanką, tą drugą, na chwilę. Tą, do której się nie wraca, tą o której się nie myśli, której się nie kocha. Tak po prostu. Układ zupełnie bez sensu, bez przyszłości, bez celu. Kilka nieźle zagranych przedstawień, z jego strony. Świetnie rozegrana psychologiczna gra. Żadnych obietnic werbalnych, a jednak nadzieja w sercu wzbudzona bardzo dobitnie. Klatka utkana z wyobrażeń.
Ciągłe zderzanie z rzeczywistością skutkuje bolesnym obiciem płuc. Znacie to uczucie, gdy po silnym, nagłym uderzeniu w klatkę piersiową, przez chwilę brak oddechu, panika, duszenie się. A potem, gdy już się wydaje, że koniec na zawsze, bo ciemność przed oczami, oddech wraca, razem z falą bólu. Po to, by udowodnić Ci, że żyjesz.
Mam dość. Zataczam coraz mniejsze kręgi. Pierwszy trwał prawie rok, drugi znacznie krócej, bo tylko lekko ponad miesiąc. Jest jak trujący bluszcz - wysysa wszystkie soki, całą radość, szczęście. A gdy wyssie - odchodzi. Oby odszedł teraz. Bo nie wiem, czy ja mam w sobie tyle siły, żeby zrobić to sama. Nie kocham już, ale dalej potrzebuję wtulić się, przez chwilę chociaż poczuć się kimś innym. Kimś bezpiecznym.
Jestem kochanką, tą drugą, na chwilę. Tą, do której się nie wraca, tą o której się nie myśli, której się nie kocha. Tak po prostu. Układ zupełnie bez sensu, bez przyszłości, bez celu. Kilka nieźle zagranych przedstawień, z jego strony. Świetnie rozegrana psychologiczna gra. Żadnych obietnic werbalnych, a jednak nadzieja w sercu wzbudzona bardzo dobitnie. Klatka utkana z wyobrażeń.
Ciągłe zderzanie z rzeczywistością skutkuje bolesnym obiciem płuc. Znacie to uczucie, gdy po silnym, nagłym uderzeniu w klatkę piersiową, przez chwilę brak oddechu, panika, duszenie się. A potem, gdy już się wydaje, że koniec na zawsze, bo ciemność przed oczami, oddech wraca, razem z falą bólu. Po to, by udowodnić Ci, że żyjesz.
Mam dość. Zataczam coraz mniejsze kręgi. Pierwszy trwał prawie rok, drugi znacznie krócej, bo tylko lekko ponad miesiąc. Jest jak trujący bluszcz - wysysa wszystkie soki, całą radość, szczęście. A gdy wyssie - odchodzi. Oby odszedł teraz. Bo nie wiem, czy ja mam w sobie tyle siły, żeby zrobić to sama. Nie kocham już, ale dalej potrzebuję wtulić się, przez chwilę chociaż poczuć się kimś innym. Kimś bezpiecznym.
08 października 2008
Powroty
No i cóż - wszytko wraca powoli do normy. Nuda w pracy, nuda w życiu. Znowu za kółkiem, znowu nierozważnie - mało się wczoraj nie zabiłam. Niedobrze. Znowu zaklęty krąg kłamstw. Oszukiwanie siebie i innych. Udawanie, że jest dobrze, jak nie jest dobrze. Podejmowanie słusznych decyzji. Planowanie. Wtłaczanie się w coraz sztywniejsze ramy. Pustka.
Pustka. Kompletny brak uczuć embiwalentnych. Zero współodczuwania. Brak poczucia bezpieczeństwa, brak wentylu. Kiszenie się w obłudzie. A wszystko to pokryte odrobiną dobrze udawanej, wymuszonej radości. I tylko chwile nadziei, że jednak nie wszystko stracone. Że jest jeszcze szansa. Promyki słońca, rzadkie, bo rzadkie. Ogrzewanie lodowatych dłoni kolejnym kubkiem herbaty, otwieranie się na świat, by jeszcze bardziej się od niego odizolować. Spacery po jesiennym lesie, oglądnie świateł miasta z oddali, wtulenie, tylko po to, by za chwilę po raz kolejny poczuć się jak zbity pies. Szperanie po necie, żeby na własne życzenie zobaczyć to, czego usilnie próbuje się nie widzieć. Znowu bolesny skurcz serca, postanowienie, że koniec, że nie da się tak żyć.
Tylko jak żyć? Skoro życie mamy tylko jedno. Czy da się rezygnować z krótkich chociażby chwil? Czy warto? Co, jeśli te krótkie chwile okażą się jedynymi, jakie zostają nam podarowane przez los? Czy warto zrezygnować z marzeń, zamknąć się w czterech ścianach, zaplanować każdy dzień? Czy warto ciągle przeć do przodu, za wszelką cenę, nie prosić nigdy o pomoc, liczyć tylko na siebie? A gdyby tak zwalić problemy na kogoś innego? Powiedzieć: nie umiem, nie wiem jak, nie dam rady, pozwolić, żeby ktoś zrobił coś za mnie i nie tłumaczyć się z tego.
Trzymając ręce na moim tyłku, zapytał, na co mam ochotę. Czas wyrwany z kontekstu, niby mój, ale nie mój. Bo zawsze świadomość, że nie jestem na swoim miejscu, że zabijam powoli nie tylko siebie. Zdrada, obłuda, ciepło, bezpieczeństwo, zaufanie. Puste słowa. Ból. Myśli oscylowały wokół drogi, byle dalej, byle nie tu, obojętne gdzie, być samemu z własnego wyboru. Nie z przymusu. Zniknąć.
- No, to na co masz ochotę?
- Zniknąć.
Pustka. Kompletny brak uczuć embiwalentnych. Zero współodczuwania. Brak poczucia bezpieczeństwa, brak wentylu. Kiszenie się w obłudzie. A wszystko to pokryte odrobiną dobrze udawanej, wymuszonej radości. I tylko chwile nadziei, że jednak nie wszystko stracone. Że jest jeszcze szansa. Promyki słońca, rzadkie, bo rzadkie. Ogrzewanie lodowatych dłoni kolejnym kubkiem herbaty, otwieranie się na świat, by jeszcze bardziej się od niego odizolować. Spacery po jesiennym lesie, oglądnie świateł miasta z oddali, wtulenie, tylko po to, by za chwilę po raz kolejny poczuć się jak zbity pies. Szperanie po necie, żeby na własne życzenie zobaczyć to, czego usilnie próbuje się nie widzieć. Znowu bolesny skurcz serca, postanowienie, że koniec, że nie da się tak żyć.
Tylko jak żyć? Skoro życie mamy tylko jedno. Czy da się rezygnować z krótkich chociażby chwil? Czy warto? Co, jeśli te krótkie chwile okażą się jedynymi, jakie zostają nam podarowane przez los? Czy warto zrezygnować z marzeń, zamknąć się w czterech ścianach, zaplanować każdy dzień? Czy warto ciągle przeć do przodu, za wszelką cenę, nie prosić nigdy o pomoc, liczyć tylko na siebie? A gdyby tak zwalić problemy na kogoś innego? Powiedzieć: nie umiem, nie wiem jak, nie dam rady, pozwolić, żeby ktoś zrobił coś za mnie i nie tłumaczyć się z tego.
Trzymając ręce na moim tyłku, zapytał, na co mam ochotę. Czas wyrwany z kontekstu, niby mój, ale nie mój. Bo zawsze świadomość, że nie jestem na swoim miejscu, że zabijam powoli nie tylko siebie. Zdrada, obłuda, ciepło, bezpieczeństwo, zaufanie. Puste słowa. Ból. Myśli oscylowały wokół drogi, byle dalej, byle nie tu, obojętne gdzie, być samemu z własnego wyboru. Nie z przymusu. Zniknąć.
- No, to na co masz ochotę?
- Zniknąć.
26 września 2008
Szukam mieszkania w trybie pilnym...
No i stało się to, co się stać absolutnie nie miało prawa. Znowu mnie ktoś wyrzuca z mojego domu. Straszne uczucie, nienawidzę go z całego serca. To coś, co dusi, zapiera dech, drąży od środka, a potem wypluwa tylko skorupkę. I znowu mozolne odbudowywanie wnętrza.
A miało być z górki. Moldoveanu cholerne??
A miało być z górki. Moldoveanu cholerne??
Sen o jechaniu
Nie lubię strasznie tego uczucia, gdy powoli zaczyna rozbierać Cię choroba. Mnie tak trochę podgryza, to z tej, to z tamtej strony. W nocy obudziłam się chyba z gorączką - śniło mi się, że jadę, ciągle jadę. Sen był tak namacalny, że zastanawiałam się gdzie teraz jestem. Wychodziło mi, że gdzieś na Węgrzech. Dziwne uczucie. Chyba po prostu zmęczenie materiału.
27 sierpnia 2008
Mój aniele
Ja tylko chcę żeby ktoś mnie zamknął w bezpiecznych ramionach. Bez zgiełku, bez pośpiechu, bez ciągłych długów, terminów, bez wyrzutów sumienia, że nie tak, bez poczucia braku, sensu, bez słów. Tak rozpaczliwie teraz tego potrzebuję. Znowu jest gorzej, gorzej niż najgorzej. Wyrwać się, zapomnieć o wszystkim, wszystkich. Nic nie widzieć, nic nie czuć, niczego nie pamiętać.
Powstań mój aniele,
z popiołów krwawego sumienia
wyjmij nóż.
Tnij na oślep,
słuchaj,
jak dźwięczy pustka.
Patrz mi w oczy,
spal powieki
nie cofaj się przed niczym.
Słuchaj, jak ciepła krew
kapie
na podłogę.
Nie myśl, ściśnij pięść,
zadaj cios
i upadnij.
Powstań mój aniele,
z popiołów krwawego sumienia
wyjmij nóż.
Tnij na oślep,
słuchaj,
jak dźwięczy pustka.
Patrz mi w oczy,
spal powieki
nie cofaj się przed niczym.
Słuchaj, jak ciepła krew
kapie
na podłogę.
Nie myśl, ściśnij pięść,
zadaj cios
i upadnij.
14 sierpnia 2008
Znowu miałam sen
Tak rzeczywisty, prawie namacalny. Obudziłam się poddenerwowana, niespokojna. Śniło mi się, że mam moje wymarzone maleństwo - stoi pod domem, tylko wsiąść i jeździć. Wychodzę - a tam pusto. Puste miejsce parkingowe, maleństwo zniknęło. Nawet nie zdążyłam się przyzwyczaić. Dziwny sen. Chyba za bardzo mi zależy i podświadomość właśnie zwraca na to moją uwagę, mówiąc "nie przesadzaj, bo jak już dopniesz swego i tak ktoś może Ci to odebrać, wystarczy tylko chwila."
Jak można śnić, że ktoś mi kradnie motocykl??
Jak można śnić, że ktoś mi kradnie motocykl??
13 sierpnia 2008
12 sierpnia 2008
Ucieczka
Widok, który stanął mu przed oczami był nierzeczywisty, mrożący krew w żyłach, a jednocześnie tak piękny. Jeny stała o niecałe 2 metry od niego, po drugiej stronie muru. Głowę miała odchyloną do tyłu, ciało wyprężone, oddychała szybko przez rozchylone wargi. Za nią, jakby z jej pleców wyrastał niesamowity, czarny demon, pieszczący jej ciało. Demon zdawał się nie zwracać uwagi na nic, co dzieje się wokoło, Jeny również. Odgrodzeni od świata ludzi, zatopieni w sobie, stanowili nierozerwalną całość.
Les zdawał sobie sprawę, że tylko on jest w stanie ich widzieć, że tylko on wie o ich istnieniu. Czy wobec tego ta kobieta nie jest jedynie projekcją jego podświadomości? Musiał sprawdzić. W pierwszym odruchu chciał uciekać, bał się śmierci. Tam, po drugiej stronie czyhały na niego duchy przeszłości, pułapki, które sam sobie kiedyś zastawił. Teraz jednak otrząsnął się z pierwszego szoku, wstał i zrobił krok w ciemność.
Jeny otworzyła oczy akurat w chwili gdy Les stanął z nią twarzą w twarz. Jego zuchwałość tak ją zaskoczyła, że emocje nagle wygasły jak zdmuchnięty płomień. Demon zdążył jeszcze tylko szepnąć do ucha - Jest Mój - i w tym samym ułamku sekundy, dusza Jeny się zamknęła i pogrzebała na swoim dnie zaborczego kochanka.
Les spokojnie wyciągnął zakrwawioną dłoń i położył ją na szyi Jeny. Zacisnął. Jeny głośno wciągnęła powietrze. A potem stało się coś, czego nie przewidział. Najzwyczajniej w świecie złapała go za rękę, wykręciła ją boleśnie do tyłu i syknęła - Żeby Ci nigdy więcej nie przyszło do głowy mnie dotykać...!
Les zaskomlał z bólu, wykręcił się jeszcze mocniej, szarpnął, jeszcze raz zajęczał i przestał się wyrywać. Uderzyła go nierzeczywistość całej tej sytuacji. Jak jego własna projekcja może robić mu krzywdę? Fizyczną. Chyba że ona istnieje na prawdę. Ale w takim razie czym było to co widział? Bo przecież widział wyraźnie.
Les zdawał sobie sprawę, że tylko on jest w stanie ich widzieć, że tylko on wie o ich istnieniu. Czy wobec tego ta kobieta nie jest jedynie projekcją jego podświadomości? Musiał sprawdzić. W pierwszym odruchu chciał uciekać, bał się śmierci. Tam, po drugiej stronie czyhały na niego duchy przeszłości, pułapki, które sam sobie kiedyś zastawił. Teraz jednak otrząsnął się z pierwszego szoku, wstał i zrobił krok w ciemność.
Jeny otworzyła oczy akurat w chwili gdy Les stanął z nią twarzą w twarz. Jego zuchwałość tak ją zaskoczyła, że emocje nagle wygasły jak zdmuchnięty płomień. Demon zdążył jeszcze tylko szepnąć do ucha - Jest Mój - i w tym samym ułamku sekundy, dusza Jeny się zamknęła i pogrzebała na swoim dnie zaborczego kochanka.
Les spokojnie wyciągnął zakrwawioną dłoń i położył ją na szyi Jeny. Zacisnął. Jeny głośno wciągnęła powietrze. A potem stało się coś, czego nie przewidział. Najzwyczajniej w świecie złapała go za rękę, wykręciła ją boleśnie do tyłu i syknęła - Żeby Ci nigdy więcej nie przyszło do głowy mnie dotykać...!
Les zaskomlał z bólu, wykręcił się jeszcze mocniej, szarpnął, jeszcze raz zajęczał i przestał się wyrywać. Uderzyła go nierzeczywistość całej tej sytuacji. Jak jego własna projekcja może robić mu krzywdę? Fizyczną. Chyba że ona istnieje na prawdę. Ale w takim razie czym było to co widział? Bo przecież widział wyraźnie.
07 sierpnia 2008
Przeznaczenie
Stanął oko w oko z nieodwołalnym. Przecież tego właśnie chciał, skąd teraz to wahanie. Przecież jeszcze przed chwilą był zdecydowany, niczego nie pragnął bardziej. A teraz zupełnie opuściła go odwaga. Skurczył się, przygarbił, przestraszył. Nie spotkał dotąd takich mocy, niemal oko w oko.
Jeny nadsłuchiwała, wydawało jej się, że ktoś nagle zatrzymał się przed bramą i ciężko opadł na ścianę, osunął się po niej. To nie mógł być on, ale dlaczego jeszcze go nie ma? Powinien już przechodzić. Jeny bała się zamknąć oczy, bała się słuchać. Wiedziała, ze wystarczy chwila nieuwagi z jej strony i chłopak umrze. Po raz pierwszy pojawiło się w niej wahanie, zwykle nie miała żadnych dylematów. Jeśli ktoś prosił się o śmierć, dostawał ją. On wyraźnie prosił, czuła to przecież tak silnie. A jednak nie chciała pozwolić mu odejść. Czyżby ludzkie uczucia? Skąd się w niej wzięły? Demon coraz silniej dawał znać o sobie, domagał się krwi. Jeny mimowolnie przymknęła oczy i poddała się pieszczotom, czuła jak ociera się o jej szyję, jak gryzie, całuje, jak szepce jej do ucha - Dalej maleńka, wiem, że tego chcesz...nie opieraj się, wiem przecież jak to lubisz...lubisz to prawda?...
Jeny westchnęła głośno, oddychała coraz szybciej, czuła, że nie panuje nad sobą, nad nim. Jeszcze chwila i da mu to o co prosi. Czuła dotyk na karku, na piersiach, zrobiło jej się gorąco. Jeszcze chwila...
Les walczył ze sobą, wiedział, że tylko ucieczka pozwoli mu przeżyć. Czuł, że im dłużej tu siedzi, tym bardziej wciągają go ciemne moce, że staje się coraz bardziej bezwolny, że rozkoszuje się myślą o śmierci. Z zaciśniętych w pięści dłoni powoli sączyła się krew, paznokcie wbijały się w skórę. Ból wyzwalał. Na ułamek sekundy zamknął oczy i wtedy znowu ją zobaczył. Teraz, albo nigdy.
Jeny nadsłuchiwała, wydawało jej się, że ktoś nagle zatrzymał się przed bramą i ciężko opadł na ścianę, osunął się po niej. To nie mógł być on, ale dlaczego jeszcze go nie ma? Powinien już przechodzić. Jeny bała się zamknąć oczy, bała się słuchać. Wiedziała, ze wystarczy chwila nieuwagi z jej strony i chłopak umrze. Po raz pierwszy pojawiło się w niej wahanie, zwykle nie miała żadnych dylematów. Jeśli ktoś prosił się o śmierć, dostawał ją. On wyraźnie prosił, czuła to przecież tak silnie. A jednak nie chciała pozwolić mu odejść. Czyżby ludzkie uczucia? Skąd się w niej wzięły? Demon coraz silniej dawał znać o sobie, domagał się krwi. Jeny mimowolnie przymknęła oczy i poddała się pieszczotom, czuła jak ociera się o jej szyję, jak gryzie, całuje, jak szepce jej do ucha - Dalej maleńka, wiem, że tego chcesz...nie opieraj się, wiem przecież jak to lubisz...lubisz to prawda?...
Jeny westchnęła głośno, oddychała coraz szybciej, czuła, że nie panuje nad sobą, nad nim. Jeszcze chwila i da mu to o co prosi. Czuła dotyk na karku, na piersiach, zrobiło jej się gorąco. Jeszcze chwila...
Les walczył ze sobą, wiedział, że tylko ucieczka pozwoli mu przeżyć. Czuł, że im dłużej tu siedzi, tym bardziej wciągają go ciemne moce, że staje się coraz bardziej bezwolny, że rozkoszuje się myślą o śmierci. Z zaciśniętych w pięści dłoni powoli sączyła się krew, paznokcie wbijały się w skórę. Ból wyzwalał. Na ułamek sekundy zamknął oczy i wtedy znowu ją zobaczył. Teraz, albo nigdy.
Śnij się, śnij...
No cóż, życie to nie bajka. Nawet nie wiem, czy bym chciała, żeby takie było, bo nudno wtedy. Nic się nie dzieje. Wszyscy szczęśliwi. Uśmiechnięci. Wypoczęci. Piękni. Młodzi.
A ja wolę nie być piękna, wypoczęta, ja wolę być wymięta, wczorajsza, zagoniona, stęskniona, spragniona, goniąca wciąż za czymś. To taki syndrom wojownika - jak już zdobędę, zaraz się znudzę. Ale samo polowanie budzi dreszczyk emocji.
Śnił mi się dziś mój regularny swego czasu kochanek. Aktualnie regularny tylko w pewnym sensie, bo jakoś nie mogę dopiąć swego, a może to i dobrze? W każdym razie, śnił się pięknie, bo zwyczajnie - tak po ludzku, nawiązywał prawdziwe relacje międzyludzkie, przedstawiał sobą jakieś uczucia. W realnym świecie nic takiego nie ma miejsca. Cóż, jedyne słuszne rozwiązanie w tej sytuacji, to zacząć układać sobie życie zupełnie inaczej, spotykać się z kimś, związać się, tak na co dzień. Tak, żeby nie było pusto, smutno, żeby ktoś czasem przytulił, powiedział ciepłe słowo. A uczucia? Ich się nie da już ulokować gdzie indziej, przepadło. Popłynęły z łzami, po kolejnych facetach niewartych świeczki. A ja do kanałów schodzić nie będę. Po co grzebać się w przeszłości??
Mam ten sen przed oczami. Taki czysty, wyraźny, klarowny. Śnił mi się przed samą pobudką, to czas, kiedy śnimy to co chcemy, kiedy projektujemy swoją rzeczywistość. Ja projektuję z premedytacją. Kto mi zabroni??
A ja wolę nie być piękna, wypoczęta, ja wolę być wymięta, wczorajsza, zagoniona, stęskniona, spragniona, goniąca wciąż za czymś. To taki syndrom wojownika - jak już zdobędę, zaraz się znudzę. Ale samo polowanie budzi dreszczyk emocji.
Śnił mi się dziś mój regularny swego czasu kochanek. Aktualnie regularny tylko w pewnym sensie, bo jakoś nie mogę dopiąć swego, a może to i dobrze? W każdym razie, śnił się pięknie, bo zwyczajnie - tak po ludzku, nawiązywał prawdziwe relacje międzyludzkie, przedstawiał sobą jakieś uczucia. W realnym świecie nic takiego nie ma miejsca. Cóż, jedyne słuszne rozwiązanie w tej sytuacji, to zacząć układać sobie życie zupełnie inaczej, spotykać się z kimś, związać się, tak na co dzień. Tak, żeby nie było pusto, smutno, żeby ktoś czasem przytulił, powiedział ciepłe słowo. A uczucia? Ich się nie da już ulokować gdzie indziej, przepadło. Popłynęły z łzami, po kolejnych facetach niewartych świeczki. A ja do kanałów schodzić nie będę. Po co grzebać się w przeszłości??
Mam ten sen przed oczami. Taki czysty, wyraźny, klarowny. Śnił mi się przed samą pobudką, to czas, kiedy śnimy to co chcemy, kiedy projektujemy swoją rzeczywistość. Ja projektuję z premedytacją. Kto mi zabroni??
04 sierpnia 2008
03 sierpnia 2008
Hej Mr DJ:)
O matko, co to był za weekend... Ogólnie jakieś 6 godzin regularnego snu od piątku licząc, dwa wieczory w Koyocie, dwa dni w pracy od rana do wieczora. Dziś świeci słońce - miał padać deszcz. Chyba pogoda podłapała mój nastrój i stara się niczego nie zepsuć. A wszystko o dziwo, po raz pierwszy od dawnien dawna zaczyna się układać, tak normalnie, tak jak powinno. Widać, jak już jest tak źle, że całkiem zwątpisz i odpuścisz sobie absolutnie wszystko - życie Cię pozytywnie bardzo zaskoczy. Mnie zaskoczyło w nocy z piątku na sobotę, tak na oko koło godziny 2:00 na schodach Koyota, a potem jeszcze raz, ale to już tak całkiem z godzinę później, dla odmiany na schodach przed Koyotem. Mogłabym tu walnąć spokojnie hasło reklamowe, szalenie znane, w delikatnie zmienionej formie, mianowicie: "KOYOT łączy ludzi".
I tyle. A reszta - cicho sza... bo dalej nie mogę uwierzyć i się boję, że jak powiem to głośno, pryśnie jak bańka mydlana. Póki co jest pięknie i nierealnie. Kropka.
I tyle. A reszta - cicho sza... bo dalej nie mogę uwierzyć i się boję, że jak powiem to głośno, pryśnie jak bańka mydlana. Póki co jest pięknie i nierealnie. Kropka.
01 sierpnia 2008
Zła
Zła jestem, strasznie zła. Ponadto zawiedziona, zestresowana, zrezygnowana, smutna, znerwicowana i ogólnie negatywnie nastawiona do świata.
A wszystko przez jeden mały wyjazd, który raczył nie wypalić. I jeden mały szczegół, który sprawił, że ze stanu radosnej euforii i oczekiwania popadłam w totalną rezygnację, doprawioną jeszcze faktem iż zmuszono mnie do poświęcenia mojego pseudourlopu spędzanego w podstawowej pracy i przyjścia do pracy alternatywnej od której za wszelką cenę pragnęłam odpocząć.
I to tyle.
Wszystko się ma udać, tak??
No to niech się do kurwy nędzy zacznie wreszcie udawać, bo ileż można czekać???????
A wszystko przez jeden mały wyjazd, który raczył nie wypalić. I jeden mały szczegół, który sprawił, że ze stanu radosnej euforii i oczekiwania popadłam w totalną rezygnację, doprawioną jeszcze faktem iż zmuszono mnie do poświęcenia mojego pseudourlopu spędzanego w podstawowej pracy i przyjścia do pracy alternatywnej od której za wszelką cenę pragnęłam odpocząć.
I to tyle.
Wszystko się ma udać, tak??
No to niech się do kurwy nędzy zacznie wreszcie udawać, bo ileż można czekać???????
29 lipca 2008
Delikatne przemeblowanie życia
Jak powszechnie wiadomo, mężczyźni są od tego, żeby udowadniać kobietom jakie są wspaniałe i jak świetnie sobie same radzą. No i mi właśnie zawzięcie udowadnia taki jeden. Do tego stopnia, że w to całkowicie uwierzyłam. I Bogu dzięki. (Tak swoją drogą, nawet ja jako ateistka zażarta poddałam się z okazji dnia św. Krzysztofa procesowi święcenia pojazdu mojego ukochanego jak i chyba mnie samej również - swoją drogą chyba nie jest ze mną źle, bo złe moce ze mnie nie wylazły podczas tego procederu). Ale wracając do facetów - otóż to, dzięki takiemu jednemu, którego w swym czasie wielbiłam, sama nie wiem za co, jadę mierzyć siły na zamiary, skazana przez wszystkich na porażkę, wierząc święcie we własne siły - primo: do miasta odległego o 450 km po moto moje wymarzone i zamierzam nim sama jedna przyjechać, co wydaje się być mocno ponad moje siły, ale... Ja nie dam rady?? Ja?? No. A secundo: w podróż, której celem pośrednim jest osiągnięcie Kaukazu, a ogólnie przejechanie 8000 km własnoręcznie, tym razem samochodem już co prawda, ale bez kierowcy zamiennego, li jedynie z osobistą masażystko-kucharko-pokojówko-osobą towarzyszącą:) Jak mi to wszystko wyjdzie, uznam, że żaden, absolutnie żaden facet nie jest w stanie mi dorównać. A wyjść musi. Bo takie założenie jest. A rzeczony facet, z pierwszej linijki bardzo zdziwiony jest tym wszystkim i silnie mi odradza wszystko co zamierzam zrobić, w dodatku podpowiada mi gotowe rozwiązania, z których nalega bym skorzystała. Zupełnie niezrozumiałe - znowu ktoś na siłę próbuje kierować moim własnym życiem, a nawet w związku nie jestem. Aż strach pomyśleć, co by było gdybym nie daj panie się z kimś związała!
I postanowienie dnia - następnej osobie, która zdecyduje się mi powiedzieć co mam robić podziękuję serdecznie i odwdzięczę się tym samym. A co, niech ma! Ja też przecież chcę dobrze dla wszystkich...
I postanowienie dnia - następnej osobie, która zdecyduje się mi powiedzieć co mam robić podziękuję serdecznie i odwdzięczę się tym samym. A co, niech ma! Ja też przecież chcę dobrze dla wszystkich...
01 lipca 2008
Wahanie
Jeny zatrzymała się nagle i odwróciła głowę. Miała wrażenie, że ktoś za nią idzie, czuła czyjś wzrok na swoich plecach. Powiodła oczami po ludziach dookoła, próbując odnaleźć śledzącą ją osobę. Wtedy w oko wpadł jej ten chłopak z knajpy, pierwotnie nie zwróciła na niego uwagi, ale odór śmierci zmusił ją do odnotowania jego obecności.
Dziś był ten dzień. Jeny wiedziała, że wydarzy się coś, czego ona wcale nie chce. Coś nieodwołalnego. Zagryzła wargi, zmrużyła oczy, przygarbiła się na moment. Chwila ciszy przed burzą. Przyśpieszyła. Miała nadzieję, że może uda jej się go zgubić, że pierwotne instynkty nie dojdą do władzy. Nie chciała tego, bała się tych mocy, władających jej umysłem, ciałem.
Gwałtownie skręciła w bramę. Schowała się, żeby przeczekać. Czuła niemal jego oddech na swoich plecach. Zaczęła powtarzać jak mantrę: - Nie wchodź tu, idź dalej, nie wchodź tu, idź dalej...
Les nagle stracił ją z oczu. Musiała gdzieś skręcić. Za wszelką cenę nie chciał jej zgubić, elektryzowała go. Sam nie wiedział, po co idzie za nią, co sprawia, że przyciąga go jak magnes. Zamknął oczy, wytężył słuch, węch i ujrzał ją w swojej wyobraźni bardzo dokładnie. Zobaczył jak skręca w następną bramę, jak staje tam w cieniu, pod ścianą. Jak zaciska ręce w pięści i zaczyna coś powtarzać pod nosem. Co ona tam powtarza? Ciiiii... ...nie wchodź tu, idź dalej, nie wchodź... Skąd wie??
Zmroziła mu się krew, poczuł dreszcz przebiegający przez ciało, po plecach pociekła mu cienka strużka potu. Otworzył szeroko oczy, stanął jak wryty. Przed sobą miał wejście do bramy. Odruchowo cofnął się pod ścianę. Tylko jeden krok dzielił go od przepaści, od śmierci. Teraz już wiedział. Ona jest jego przeznaczeniem, jego wybawieniem, jego końcem.
Dziś był ten dzień. Jeny wiedziała, że wydarzy się coś, czego ona wcale nie chce. Coś nieodwołalnego. Zagryzła wargi, zmrużyła oczy, przygarbiła się na moment. Chwila ciszy przed burzą. Przyśpieszyła. Miała nadzieję, że może uda jej się go zgubić, że pierwotne instynkty nie dojdą do władzy. Nie chciała tego, bała się tych mocy, władających jej umysłem, ciałem.
Gwałtownie skręciła w bramę. Schowała się, żeby przeczekać. Czuła niemal jego oddech na swoich plecach. Zaczęła powtarzać jak mantrę: - Nie wchodź tu, idź dalej, nie wchodź tu, idź dalej...
Les nagle stracił ją z oczu. Musiała gdzieś skręcić. Za wszelką cenę nie chciał jej zgubić, elektryzowała go. Sam nie wiedział, po co idzie za nią, co sprawia, że przyciąga go jak magnes. Zamknął oczy, wytężył słuch, węch i ujrzał ją w swojej wyobraźni bardzo dokładnie. Zobaczył jak skręca w następną bramę, jak staje tam w cieniu, pod ścianą. Jak zaciska ręce w pięści i zaczyna coś powtarzać pod nosem. Co ona tam powtarza? Ciiiii... ...nie wchodź tu, idź dalej, nie wchodź... Skąd wie??
Zmroziła mu się krew, poczuł dreszcz przebiegający przez ciało, po plecach pociekła mu cienka strużka potu. Otworzył szeroko oczy, stanął jak wryty. Przed sobą miał wejście do bramy. Odruchowo cofnął się pod ścianę. Tylko jeden krok dzielił go od przepaści, od śmierci. Teraz już wiedział. Ona jest jego przeznaczeniem, jego wybawieniem, jego końcem.
30 czerwca 2008
Powrót do punktu wyjścia
No i proszę, nie minął jeszcze rok a ja już wróciłam do punktu wyjścia - tzn o mały włos nie zostałam ponownie czyjąś kochanką. I zupełnie nieistotny jest tu fakt, że to od Niego się wszystko zaczęło i na Nim się o mało nie skończyło. Ale dosyć, widać ludzkie uczucia w pewnym wieku jedynie szkodzą. No bo co ma powiedzieć 27-letnia kobieta, która od roku nie była w żadnym związku, nie potrafi zbudować żadnej relacji, a wszystkim mężczyznom, którzy się wokół niej kręcą chodzi jedynie o to, żeby ją przelecieć?? Tak, tak, wiem - ma powiedzieć, że jest niezależna, silna i takie tam pierdoły. Tylko co, jeśli to nie jest prawdą, jeśli samotność wcale nie jest kwestią wyboru, tylko koniecznością?? Jak się poczuć, gdy ktoś kogo jeszcze wciąż darzysz uczuciem, patrzy na Ciebie jak na obiekt, mówi Ci takie szczegóły z waszych spotkań, o których Ty już ledwo pamiętasz, a potem dobiera się do Ciebie, rozpala zmysły do czerwoności i nagle mówi stop, dzisiaj nie, następnym razem. Więc czekasz mimowolnie na ten następny raz, bo myślisz, że rozwiąże jakoś tę sytuację. Że tym następnym razem nie będziesz tą trzecią. I co wtedy?? Wtedy właśnie, tym następnym razem, widzisz go z panną. A to świadczy jedynie o tym, że wcale jej nie planował zostawić i co gorsza nadal nie planuje!!! A później, nawet się nie żegnając wsiada z nią do samochodu i odjeżdża. Więc Ty też wsiadasz, masz ochotę krzyczeć, wyć, wyżyć się. Więc jedziesz, tam gdzie zakręty, a ponieważ trzęsą Ci się ręce dzwonisz do domu, żeby w razie czego wiedzieli gdzie szukać wraku... I nagle on dzwoni, zastanawiasz się po co, skoro wcześniej Cię prawie nie zauważał, nawet Cię nie przedstawił. Namawia Cię, żebyś przyjechała porozmawiać. Nie chcesz, ale ulegasz. A potem, w garażu, usiłując Cię uspokoić, mówi o pamięci ciała, o tym jak na niego działasz. A Tobie przypomina się jedno tylko zdanie, kilka dni temu przez niego wypowiedziane - Z nikim innym nie było nam tak dobrze, ale nie możemy być razem. A kiedy wreszcie się uspokajasz i dajesz się dotknąć, przytulić, kiedy wtulasz się i czujesz bezpiecznie, zapala się w głowie czerwona lampka - Dlaczego to nie ja jestem codziennie na tym miejscu?? A on choć pytany o jakiekolwiek wyjaśnienie, nawet o niej nie wspomina, omija temat szerokim łukiem, jakby zupełnie nie istniał i gdyby nie to, że widziałaś na własne oczy, jak się do niego przytulała, mogłabyś przysiąc, że nikogo takiego w ogóle nie ma, że tylko coś Ci się wydawało.
I wtedy popełniasz największy błąd, pijesz żeby zabić uczucia, a potem, w nocy, wysyłasz rozpaczliwego smsa o treści "nie mogę przestać o Tobie myśleć i chyba nadal jeszcze trochę Cię kocham". I budzisz się rano z potwornym kacem. Sprawdzasz komórkę - nic, sprawdzasz pocztę - nic, sprawdzasz gg - nic, jest ale się nie odzywa. Czekasz cały dzień i nic, nic się nie dzieje. Więc rozpaczliwie szukasz czegokolwiek o tej pannie, pragniesz ponad wszystko dowiedzieć się, co ona ma takiego, czego Ty nie masz. I ta frustracja w końcu Cię zjada do reszty, a kiedy się wreszcie poddajesz i opamiętujesz, widzisz, że minął kolejny dzień, pusty i szary, bez treści, znowu w oczekiwaniu na cud. A cud się nie zdarzył. Bo cuda się nie zdarzają. Jeśli na coś nie zapracujesz, nie będziesz tego mieć. Proste. Ale jakie bolesne...
I wtedy popełniasz największy błąd, pijesz żeby zabić uczucia, a potem, w nocy, wysyłasz rozpaczliwego smsa o treści "nie mogę przestać o Tobie myśleć i chyba nadal jeszcze trochę Cię kocham". I budzisz się rano z potwornym kacem. Sprawdzasz komórkę - nic, sprawdzasz pocztę - nic, sprawdzasz gg - nic, jest ale się nie odzywa. Czekasz cały dzień i nic, nic się nie dzieje. Więc rozpaczliwie szukasz czegokolwiek o tej pannie, pragniesz ponad wszystko dowiedzieć się, co ona ma takiego, czego Ty nie masz. I ta frustracja w końcu Cię zjada do reszty, a kiedy się wreszcie poddajesz i opamiętujesz, widzisz, że minął kolejny dzień, pusty i szary, bez treści, znowu w oczekiwaniu na cud. A cud się nie zdarzył. Bo cuda się nie zdarzają. Jeśli na coś nie zapracujesz, nie będziesz tego mieć. Proste. Ale jakie bolesne...
18 czerwca 2008
Iść, ciągle iść w stronę słońca
w stronę słońca, aż po horyzontu kres
iść, ciągle iść, tak bez końca
witać jeden, przebudzony właśnie dzień...
Wciąż witać go, jak nadziei dobry znak
z ufnością tą, z jaką pierwszą jasność odśpiewuje ptak
No właśnie...
Iść, ciągle być w tej podróży,
którą ludzie prozaicznie życiem zwą,
iść, ciągle iść, jak najdłużej,
za plecami mieć nadciągającą noc.
Z najprostszych słów swój poranny składać wiersz,
a patrząc wgłąb, zobaczyć to co niewidzialne jest...
Iść, ciągle biec, coraz dzielniej,
nie poddawać się, gdy głowa wali w mur,
być, sobą być, niepodzielnie,
aby przeżyć zamknąć czasem świat na klucz
Nie poczuć nic, gdy w twarz zawieje wiatr,
nie musieć śnić, po szczęście swe wciąż w kolejce stać...
Biec, ciągle biec, coraz prędzej,
zamknąć oczy i wygasić cały świat,
być, sobie być coraz wierniej,
nie dać ranić się, nie wierzyć nigdy już
A dotyk Twój, w pocałunki zmieni łzy,
rozjaśni mrok i na zawsze razem już będziemy my...
Wersja oryginalna
iść, ciągle iść, tak bez końca
witać jeden, przebudzony właśnie dzień...
Wciąż witać go, jak nadziei dobry znak
z ufnością tą, z jaką pierwszą jasność odśpiewuje ptak
No właśnie...
Iść, ciągle być w tej podróży,
którą ludzie prozaicznie życiem zwą,
iść, ciągle iść, jak najdłużej,
za plecami mieć nadciągającą noc.
Z najprostszych słów swój poranny składać wiersz,
a patrząc wgłąb, zobaczyć to co niewidzialne jest...
Iść, ciągle biec, coraz dzielniej,
nie poddawać się, gdy głowa wali w mur,
być, sobą być, niepodzielnie,
aby przeżyć zamknąć czasem świat na klucz
Nie poczuć nic, gdy w twarz zawieje wiatr,
nie musieć śnić, po szczęście swe wciąż w kolejce stać...
Biec, ciągle biec, coraz prędzej,
zamknąć oczy i wygasić cały świat,
być, sobie być coraz wierniej,
nie dać ranić się, nie wierzyć nigdy już
A dotyk Twój, w pocałunki zmieni łzy,
rozjaśni mrok i na zawsze razem już będziemy my...
Wersja oryginalna
Subskrybuj:
Posty (Atom)