27 sierpnia 2008

Mój aniele

Ja tylko chcę żeby ktoś mnie zamknął w bezpiecznych ramionach. Bez zgiełku, bez pośpiechu, bez ciągłych długów, terminów, bez wyrzutów sumienia, że nie tak, bez poczucia braku, sensu, bez słów. Tak rozpaczliwie teraz tego potrzebuję. Znowu jest gorzej, gorzej niż najgorzej. Wyrwać się, zapomnieć o wszystkim, wszystkich. Nic nie widzieć, nic nie czuć, niczego nie pamiętać.

Powstań mój aniele,
z popiołów krwawego sumienia
wyjmij nóż.
Tnij na oślep,
słuchaj,
jak dźwięczy pustka.
Patrz mi w oczy,
spal powieki
nie cofaj się przed niczym.
Słuchaj, jak ciepła krew
kapie
na podłogę.
Nie myśl, ściśnij pięść,
zadaj cios
i upadnij.

14 sierpnia 2008

Znowu miałam sen

Tak rzeczywisty, prawie namacalny. Obudziłam się poddenerwowana, niespokojna. Śniło mi się, że mam moje wymarzone maleństwo - stoi pod domem, tylko wsiąść i jeździć. Wychodzę - a tam pusto. Puste miejsce parkingowe, maleństwo zniknęło. Nawet nie zdążyłam się przyzwyczaić. Dziwny sen. Chyba za bardzo mi zależy i podświadomość właśnie zwraca na to moją uwagę, mówiąc "nie przesadzaj, bo jak już dopniesz swego i tak ktoś może Ci to odebrać, wystarczy tylko chwila."
Jak można śnić, że ktoś mi kradnie motocykl??

13 sierpnia 2008

12 sierpnia 2008

Ucieczka

Widok, który stanął mu przed oczami był nierzeczywisty, mrożący krew w żyłach, a jednocześnie tak piękny. Jeny stała o niecałe 2 metry od niego, po drugiej stronie muru. Głowę miała odchyloną do tyłu, ciało wyprężone, oddychała szybko przez rozchylone wargi. Za nią, jakby z jej pleców wyrastał niesamowity, czarny demon, pieszczący jej ciało. Demon zdawał się nie zwracać uwagi na nic, co dzieje się wokoło, Jeny również. Odgrodzeni od świata ludzi, zatopieni w sobie, stanowili nierozerwalną całość.

Les zdawał sobie sprawę, że tylko on jest w stanie ich widzieć, że tylko on wie o ich istnieniu. Czy wobec tego ta kobieta nie jest jedynie projekcją jego podświadomości? Musiał sprawdzić. W pierwszym odruchu chciał uciekać, bał się śmierci. Tam, po drugiej stronie czyhały na niego duchy przeszłości, pułapki, które sam sobie kiedyś zastawił. Teraz jednak otrząsnął się z pierwszego szoku, wstał i zrobił krok w ciemność.

Jeny otworzyła oczy akurat w chwili gdy Les stanął z nią twarzą w twarz. Jego zuchwałość tak ją zaskoczyła, że emocje nagle wygasły jak zdmuchnięty płomień. Demon zdążył jeszcze tylko szepnąć do ucha - Jest Mój - i w tym samym ułamku sekundy, dusza Jeny się zamknęła i pogrzebała na swoim dnie zaborczego kochanka.

Les spokojnie wyciągnął zakrwawioną dłoń i położył ją na szyi Jeny. Zacisnął. Jeny głośno wciągnęła powietrze. A potem stało się coś, czego nie przewidział. Najzwyczajniej w świecie złapała go za rękę, wykręciła ją boleśnie do tyłu i syknęła - Żeby Ci nigdy więcej nie przyszło do głowy mnie dotykać...!
Les zaskomlał z bólu, wykręcił się jeszcze mocniej, szarpnął, jeszcze raz zajęczał i przestał się wyrywać. Uderzyła go nierzeczywistość całej tej sytuacji. Jak jego własna projekcja może robić mu krzywdę? Fizyczną. Chyba że ona istnieje na prawdę. Ale w takim razie czym było to co widział? Bo przecież widział wyraźnie.

07 sierpnia 2008

Przeznaczenie

Stanął oko w oko z nieodwołalnym. Przecież tego właśnie chciał, skąd teraz to wahanie. Przecież jeszcze przed chwilą był zdecydowany, niczego nie pragnął bardziej. A teraz zupełnie opuściła go odwaga. Skurczył się, przygarbił, przestraszył. Nie spotkał dotąd takich mocy, niemal oko w oko.

Jeny nadsłuchiwała, wydawało jej się, że ktoś nagle zatrzymał się przed bramą i ciężko opadł na ścianę, osunął się po niej. To nie mógł być on, ale dlaczego jeszcze go nie ma? Powinien już przechodzić. Jeny bała się zamknąć oczy, bała się słuchać. Wiedziała, ze wystarczy chwila nieuwagi z jej strony i chłopak umrze. Po raz pierwszy pojawiło się w niej wahanie, zwykle nie miała żadnych dylematów. Jeśli ktoś prosił się o śmierć, dostawał ją. On wyraźnie prosił, czuła to przecież tak silnie. A jednak nie chciała pozwolić mu odejść. Czyżby ludzkie uczucia? Skąd się w niej wzięły? Demon coraz silniej dawał znać o sobie, domagał się krwi. Jeny mimowolnie przymknęła oczy i poddała się pieszczotom, czuła jak ociera się o jej szyję, jak gryzie, całuje, jak szepce jej do ucha - Dalej maleńka, wiem, że tego chcesz...nie opieraj się, wiem przecież jak to lubisz...lubisz to prawda?...
Jeny westchnęła głośno, oddychała coraz szybciej, czuła, że nie panuje nad sobą, nad nim. Jeszcze chwila i da mu to o co prosi. Czuła dotyk na karku, na piersiach, zrobiło jej się gorąco. Jeszcze chwila...

Les walczył ze sobą, wiedział, że tylko ucieczka pozwoli mu przeżyć. Czuł, że im dłużej tu siedzi, tym bardziej wciągają go ciemne moce, że staje się coraz bardziej bezwolny, że rozkoszuje się myślą o śmierci. Z zaciśniętych w pięści dłoni powoli sączyła się krew, paznokcie wbijały się w skórę. Ból wyzwalał. Na ułamek sekundy zamknął oczy i wtedy znowu ją zobaczył. Teraz, albo nigdy.

Śnij się, śnij...

No cóż, życie to nie bajka. Nawet nie wiem, czy bym chciała, żeby takie było, bo nudno wtedy. Nic się nie dzieje. Wszyscy szczęśliwi. Uśmiechnięci. Wypoczęci. Piękni. Młodzi.
A ja wolę nie być piękna, wypoczęta, ja wolę być wymięta, wczorajsza, zagoniona, stęskniona, spragniona, goniąca wciąż za czymś. To taki syndrom wojownika - jak już zdobędę, zaraz się znudzę. Ale samo polowanie budzi dreszczyk emocji.
Śnił mi się dziś mój regularny swego czasu kochanek. Aktualnie regularny tylko w pewnym sensie, bo jakoś nie mogę dopiąć swego, a może to i dobrze? W każdym razie, śnił się pięknie, bo zwyczajnie - tak po ludzku, nawiązywał prawdziwe relacje międzyludzkie, przedstawiał sobą jakieś uczucia. W realnym świecie nic takiego nie ma miejsca. Cóż, jedyne słuszne rozwiązanie w tej sytuacji, to zacząć układać sobie życie zupełnie inaczej, spotykać się z kimś, związać się, tak na co dzień. Tak, żeby nie było pusto, smutno, żeby ktoś czasem przytulił, powiedział ciepłe słowo. A uczucia? Ich się nie da już ulokować gdzie indziej, przepadło. Popłynęły z łzami, po kolejnych facetach niewartych świeczki. A ja do kanałów schodzić nie będę. Po co grzebać się w przeszłości??
Mam ten sen przed oczami. Taki czysty, wyraźny, klarowny. Śnił mi się przed samą pobudką, to czas, kiedy śnimy to co chcemy, kiedy projektujemy swoją rzeczywistość. Ja projektuję z premedytacją. Kto mi zabroni??

03 sierpnia 2008

Hej Mr DJ:)

O matko, co to był za weekend... Ogólnie jakieś 6 godzin regularnego snu od piątku licząc, dwa wieczory w Koyocie, dwa dni w pracy od rana do wieczora. Dziś świeci słońce - miał padać deszcz. Chyba pogoda podłapała mój nastrój i stara się niczego nie zepsuć. A wszystko o dziwo, po raz pierwszy od dawnien dawna zaczyna się układać, tak normalnie, tak jak powinno. Widać, jak już jest tak źle, że całkiem zwątpisz i odpuścisz sobie absolutnie wszystko - życie Cię pozytywnie bardzo zaskoczy. Mnie zaskoczyło w nocy z piątku na sobotę, tak na oko koło godziny 2:00 na schodach Koyota, a potem jeszcze raz, ale to już tak całkiem z godzinę później, dla odmiany na schodach przed Koyotem. Mogłabym tu walnąć spokojnie hasło reklamowe, szalenie znane, w delikatnie zmienionej formie, mianowicie: "KOYOT łączy ludzi".
I tyle. A reszta - cicho sza... bo dalej nie mogę uwierzyć i się boję, że jak powiem to głośno, pryśnie jak bańka mydlana. Póki co jest pięknie i nierealnie. Kropka.

01 sierpnia 2008

Zła

Zła jestem, strasznie zła. Ponadto zawiedziona, zestresowana, zrezygnowana, smutna, znerwicowana i ogólnie negatywnie nastawiona do świata.
A wszystko przez jeden mały wyjazd, który raczył nie wypalić. I jeden mały szczegół, który sprawił, że ze stanu radosnej euforii i oczekiwania popadłam w totalną rezygnację, doprawioną jeszcze faktem iż zmuszono mnie do poświęcenia mojego pseudourlopu spędzanego w podstawowej pracy i przyjścia do pracy alternatywnej od której za wszelką cenę pragnęłam odpocząć.
I to tyle.
Wszystko się ma udać, tak??
No to niech się do kurwy nędzy zacznie wreszcie udawać, bo ileż można czekać???????

29 lipca 2008

Delikatne przemeblowanie życia

Jak powszechnie wiadomo, mężczyźni są od tego, żeby udowadniać kobietom jakie są wspaniałe i jak świetnie sobie same radzą. No i mi właśnie zawzięcie udowadnia taki jeden. Do tego stopnia, że w to całkowicie uwierzyłam. I Bogu dzięki. (Tak swoją drogą, nawet ja jako ateistka zażarta poddałam się z okazji dnia św. Krzysztofa procesowi święcenia pojazdu mojego ukochanego jak i chyba mnie samej również - swoją drogą chyba nie jest ze mną źle, bo złe moce ze mnie nie wylazły podczas tego procederu). Ale wracając do facetów - otóż to, dzięki takiemu jednemu, którego w swym czasie wielbiłam, sama nie wiem za co, jadę mierzyć siły na zamiary, skazana przez wszystkich na porażkę, wierząc święcie we własne siły - primo: do miasta odległego o 450 km po moto moje wymarzone i zamierzam nim sama jedna przyjechać, co wydaje się być mocno ponad moje siły, ale... Ja nie dam rady?? Ja?? No. A secundo: w podróż, której celem pośrednim jest osiągnięcie Kaukazu, a ogólnie przejechanie 8000 km własnoręcznie, tym razem samochodem już co prawda, ale bez kierowcy zamiennego, li jedynie z osobistą masażystko-kucharko-pokojówko-osobą towarzyszącą:) Jak mi to wszystko wyjdzie, uznam, że żaden, absolutnie żaden facet nie jest w stanie mi dorównać. A wyjść musi. Bo takie założenie jest. A rzeczony facet, z pierwszej linijki bardzo zdziwiony jest tym wszystkim i silnie mi odradza wszystko co zamierzam zrobić, w dodatku podpowiada mi gotowe rozwiązania, z których nalega bym skorzystała. Zupełnie niezrozumiałe - znowu ktoś na siłę próbuje kierować moim własnym życiem, a nawet w związku nie jestem. Aż strach pomyśleć, co by było gdybym nie daj panie się z kimś związała!
I postanowienie dnia - następnej osobie, która zdecyduje się mi powiedzieć co mam robić podziękuję serdecznie i odwdzięczę się tym samym. A co, niech ma! Ja też przecież chcę dobrze dla wszystkich...

01 lipca 2008

Wahanie

Jeny zatrzymała się nagle i odwróciła głowę. Miała wrażenie, że ktoś za nią idzie, czuła czyjś wzrok na swoich plecach. Powiodła oczami po ludziach dookoła, próbując odnaleźć śledzącą ją osobę. Wtedy w oko wpadł jej ten chłopak z knajpy, pierwotnie nie zwróciła na niego uwagi, ale odór śmierci zmusił ją do odnotowania jego obecności.
Dziś był ten dzień. Jeny wiedziała, że wydarzy się coś, czego ona wcale nie chce. Coś nieodwołalnego. Zagryzła wargi, zmrużyła oczy, przygarbiła się na moment. Chwila ciszy przed burzą. Przyśpieszyła. Miała nadzieję, że może uda jej się go zgubić, że pierwotne instynkty nie dojdą do władzy. Nie chciała tego, bała się tych mocy, władających jej umysłem, ciałem.
Gwałtownie skręciła w bramę. Schowała się, żeby przeczekać. Czuła niemal jego oddech na swoich plecach. Zaczęła powtarzać jak mantrę: - Nie wchodź tu, idź dalej, nie wchodź tu, idź dalej...

Les nagle stracił ją z oczu. Musiała gdzieś skręcić. Za wszelką cenę nie chciał jej zgubić, elektryzowała go. Sam nie wiedział, po co idzie za nią, co sprawia, że przyciąga go jak magnes. Zamknął oczy, wytężył słuch, węch i ujrzał ją w swojej wyobraźni bardzo dokładnie. Zobaczył jak skręca w następną bramę, jak staje tam w cieniu, pod ścianą. Jak zaciska ręce w pięści i zaczyna coś powtarzać pod nosem. Co ona tam powtarza? Ciiiii... ...nie wchodź tu, idź dalej, nie wchodź... Skąd wie??
Zmroziła mu się krew, poczuł dreszcz przebiegający przez ciało, po plecach pociekła mu cienka strużka potu. Otworzył szeroko oczy, stanął jak wryty. Przed sobą miał wejście do bramy. Odruchowo cofnął się pod ścianę. Tylko jeden krok dzielił go od przepaści, od śmierci. Teraz już wiedział. Ona jest jego przeznaczeniem, jego wybawieniem, jego końcem.

30 czerwca 2008

Powrót do punktu wyjścia

No i proszę, nie minął jeszcze rok a ja już wróciłam do punktu wyjścia - tzn o mały włos nie zostałam ponownie czyjąś kochanką. I zupełnie nieistotny jest tu fakt, że to od Niego się wszystko zaczęło i na Nim się o mało nie skończyło. Ale dosyć, widać ludzkie uczucia w pewnym wieku jedynie szkodzą. No bo co ma powiedzieć 27-letnia kobieta, która od roku nie była w żadnym związku, nie potrafi zbudować żadnej relacji, a wszystkim mężczyznom, którzy się wokół niej kręcą chodzi jedynie o to, żeby ją przelecieć?? Tak, tak, wiem - ma powiedzieć, że jest niezależna, silna i takie tam pierdoły. Tylko co, jeśli to nie jest prawdą, jeśli samotność wcale nie jest kwestią wyboru, tylko koniecznością?? Jak się poczuć, gdy ktoś kogo jeszcze wciąż darzysz uczuciem, patrzy na Ciebie jak na obiekt, mówi Ci takie szczegóły z waszych spotkań, o których Ty już ledwo pamiętasz, a potem dobiera się do Ciebie, rozpala zmysły do czerwoności i nagle mówi stop, dzisiaj nie, następnym razem. Więc czekasz mimowolnie na ten następny raz, bo myślisz, że rozwiąże jakoś tę sytuację. Że tym następnym razem nie będziesz tą trzecią. I co wtedy?? Wtedy właśnie, tym następnym razem, widzisz go z panną. A to świadczy jedynie o tym, że wcale jej nie planował zostawić i co gorsza nadal nie planuje!!! A później, nawet się nie żegnając wsiada z nią do samochodu i odjeżdża. Więc Ty też wsiadasz, masz ochotę krzyczeć, wyć, wyżyć się. Więc jedziesz, tam gdzie zakręty, a ponieważ trzęsą Ci się ręce dzwonisz do domu, żeby w razie czego wiedzieli gdzie szukać wraku... I nagle on dzwoni, zastanawiasz się po co, skoro wcześniej Cię prawie nie zauważał, nawet Cię nie przedstawił. Namawia Cię, żebyś przyjechała porozmawiać. Nie chcesz, ale ulegasz. A potem, w garażu, usiłując Cię uspokoić, mówi o pamięci ciała, o tym jak na niego działasz. A Tobie przypomina się jedno tylko zdanie, kilka dni temu przez niego wypowiedziane - Z nikim innym nie było nam tak dobrze, ale nie możemy być razem. A kiedy wreszcie się uspokajasz i dajesz się dotknąć, przytulić, kiedy wtulasz się i czujesz bezpiecznie, zapala się w głowie czerwona lampka - Dlaczego to nie ja jestem codziennie na tym miejscu?? A on choć pytany o jakiekolwiek wyjaśnienie, nawet o niej nie wspomina, omija temat szerokim łukiem, jakby zupełnie nie istniał i gdyby nie to, że widziałaś na własne oczy, jak się do niego przytulała, mogłabyś przysiąc, że nikogo takiego w ogóle nie ma, że tylko coś Ci się wydawało.
I wtedy popełniasz największy błąd, pijesz żeby zabić uczucia, a potem, w nocy, wysyłasz rozpaczliwego smsa o treści "nie mogę przestać o Tobie myśleć i chyba nadal jeszcze trochę Cię kocham". I budzisz się rano z potwornym kacem. Sprawdzasz komórkę - nic, sprawdzasz pocztę - nic, sprawdzasz gg - nic, jest ale się nie odzywa. Czekasz cały dzień i nic, nic się nie dzieje. Więc rozpaczliwie szukasz czegokolwiek o tej pannie, pragniesz ponad wszystko dowiedzieć się, co ona ma takiego, czego Ty nie masz. I ta frustracja w końcu Cię zjada do reszty, a kiedy się wreszcie poddajesz i opamiętujesz, widzisz, że minął kolejny dzień, pusty i szary, bez treści, znowu w oczekiwaniu na cud. A cud się nie zdarzył. Bo cuda się nie zdarzają. Jeśli na coś nie zapracujesz, nie będziesz tego mieć. Proste. Ale jakie bolesne...

18 czerwca 2008

Iść, ciągle iść w stronę słońca

w stronę słońca, aż po horyzontu kres
iść, ciągle iść, tak bez końca
witać jeden, przebudzony właśnie dzień...

Wciąż witać go, jak nadziei dobry znak
z ufnością tą, z jaką pierwszą jasność odśpiewuje ptak

No właśnie...

Iść, ciągle być w tej podróży,
którą ludzie prozaicznie życiem zwą,
iść, ciągle iść, jak najdłużej,
za plecami mieć nadciągającą noc.

Z najprostszych słów swój poranny składać wiersz,
a patrząc wgłąb, zobaczyć to co niewidzialne jest...

Iść, ciągle biec, coraz dzielniej,
nie poddawać się, gdy głowa wali w mur,
być, sobą być, niepodzielnie,
aby przeżyć zamknąć czasem świat na klucz

Nie poczuć nic, gdy w twarz zawieje wiatr,
nie musieć śnić, po szczęście swe wciąż w kolejce stać...

Biec, ciągle biec, coraz prędzej,
zamknąć oczy i wygasić cały świat,
być, sobie być coraz wierniej,
nie dać ranić się, nie wierzyć nigdy już

A dotyk Twój, w pocałunki zmieni łzy,
rozjaśni mrok i na zawsze razem już będziemy my...

Wersja oryginalna


17 czerwca 2008

W niedzielę spotkałam się z moim niedoszłym byłym. Wróciły wszystkie wspomnienia, te dobre i co gorsza te złe również. Przez długi czas nawet nie próbował mnie tknąć, ale jak już to zrobił obudził śpiące od dawna instynkty - pożądanie wybuchło na nowo. Każdy dotyk, każde słowo, chłonęłam jak gąbka, wiedząc, że on wróci do swojej lali, ja zaś jak zawsze pozostanę sama. Zdanie "Było nam razem zajebiście jak z nikim innym, ale nie możemy być razem" wbiło się znowu setkami ostrych igiełek w serce i tam zostało, wywołując przy okazji świeczki w oczach.
A dziś? Impreza z nowymi znajomymi, twarze tak mi nieobce, stare znajomości w majakach. A ten, który mi się podoba... łapał być może moje spojrzenie, może nie - może tylko sobie to wymyśliłam, żeby było łatwiej...

14 maja 2008

Góry, fiolet nieba i automat


Niedawno pewna kobieta otworzyła mi oczy - pokazała, że nie warto bać się świata, że marzenia można spełniać, a przygoda jest wtedy kiedy się to pragnienie zwerbalizuje. Zwerbalizowałam na dworcu autobusowym w Zakopanym, a potem po prostu stało się. Samo. Dzień pierwszy - zgubiłam się w górach trzy razy, ale to gubienie się i odnajdywanie na nowo pomogło mi dostrzec rzeczy, które gdzieś tam świtały co prawda, ale jednak pozostawały nieuświadomione. Lubię samotność, lubię mierzyć się ze sobą, dobrze mi w tej samotności - nie muszę na siłę nikogo mieć obok, tylko po to żeby był. Miłe to uczucie, wiedzieć, że ktoś się o mnie troszczy, tęskni, ale te relacje nie mają wymiaru kamienia u szyi.


Były chwile, że się zwyczajnie bałam, tak jak w życiu, wybierałam łatwe, dobrze widoczne ścieżki i... gubiłam się, schodziłam nie tym szlakiem co trzeba, bo ten właściwy był nieco ukryty, na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że nie ma tam zejścia - jedynie przepaść. Dopiero jak stanęłam na krawędzi okazywało się, że zejście owszem jest, całkiem miłe, łagodne, bezpieczne i przy tym niezwykle malownicze.


Zaryzykowałam zejście ze szlaku, wybrałam swoją prywatną drogę na szczyt i, o dziwo dotarłam tam, praktycznie bez niczyjej pomocy. Nie było łatwo, ale kto mówił, że droga na szczyt musi, ma być łatwa?? Myślę, że ten dzień był dniem przełomowym - od rana do wieczora robiłam tylko to co podpowiadała mi intuicja, ryzykowałam, wybierałam sama, myląc się nie słuchałam podszeptów innych, choć byłyby z całą pewnością pomocne. Zamiast tego wolałam obrać swoją prywatną, może dłuższą i trudniejszą drogę. Schodząc już do schroniska, zmęczona, ale szczęśliwa, z wodą chlupoczącą w butach i mokrym od zjeżdżania po śniegu tyłkiem odkryłam amerykę - jestem silną, niezależną kobietą i dobrze mi z tym, a kto nie jest w stanie tego zaakceptować powinien zniknąć po cichu z mojego życia.

Wczoraj, wracając z pracy do domu zobaczyłam obraz jak ze zdjęcia - granatowe niebo usłane podłużnymi, kłębistymi, ciemnoszarymi chmurami, w dole przechodzące w fiolet i róż. Na tym tle rysowały się mocno czarne sylwetki wieżowców, a całości dopełniały zapalone wzdłuż drogi lamy sodowe, dające nikłe żółtawo-pomarańczowe światło. Zachwyciłam się i uśmiechnęłam do siebie. Robiąc chwilę późnej zakupy w zamykanym już supermarkecie wrzuciłam 1zł do automatu do gry. Wcisnęłam parę razy przycisk, popędzana przez ochronę, przerzuciłam jedną wygraną do banku, chcąc jak najszybciej skończyć zdublowałam ją i z radością ujrzałam, że zaświeciła się lampka pod przyciskiem WYPŁATA. Chcąc opuścić lokal wcisnęłam żółty prostokąt, żeby odzyskać moją złotówkę. I co wypadło? 5zł:)))

08 maja 2008

Przemyślenia

Zauroczenia jakoś na szczęście dość szybko mijają, zwłaszcza wspomagane czynnikami zewnętrznymi w postaci zazdrości o kogoś innego. Na szczęście. Czyli jednak jestem szczęśliwą kobietą, tylko nie widzę tego codziennie, jak zawsze są dni lepsze i gorsze, jak zawsze słońce świeci tylko czasem ukryte jest za chmurami. Dziś świeci pięknie, totalny luz, zero problemów dnia codziennego, powrót do rzeczywistości dopiero w niedzielę. To bardzo dobrze, ten czas odpoczynku, wyciszania, luzowania dobrze mi zrobi. Może trochę rozjaśni mrok?? A że gdzieś tam pojawia się czasem widmo kogoś mniej lub bardziej realnego? Widać, trzeba przemyśleć na spokojnie, nie poddawać się głupim emocjom i dochodzi się do mądrych wniosków.

07 maja 2008

Oczyszczanie umysłu

Życie płynie leniwie, ludzie pojawiają się i znikają. Zostają tylko niektórzy, najwytrwalsi, reszta ginie gdzieś po drodze, zostawiając ślad swoich stóp w meandrach pamięci. Ci nowo poznani, okazują się być zupełnie inni, niż chcielibyśmy ich widzieć, trudno uwierzyć, że świat nie jest taki, jakim go sobie wymarzyliśmy. Chwile wyciszenia, odarcia z uczuć, problemów, nie starczają na tak długo jak byśmy sobie tego życzyli. Goniąc za swoim wymarzonym, wyśnionym wizerunkiem siebie, tego kogoś, gubimy się w gąszczu ludzkich spojrzeń, w pajęczynie niedopowiedzeń, w hierarchicznym społeczeństwie, które nie pozwoli nigdy dojść do głosu tym, którzy mówić się boją. Strach czasem blokuje na tak długo, że potem jest coraz trudniej, coraz mroczniej w duszy i w końcu chcąc krzyczeć zamykamy usta, bo słowa są nieme - nie dają się wypowiedzieć.
Boimy się marzyć, bo marzenia mogą się spełnić. I co wtedy?? Rzucić się bez pamięci, bez rozumu w czyjeś ramiona, zaryzykować całe życie rzucając pracę i znikając na długo z pola widzenia najbliższych? Mi się właśnie zmaterializował mężczyzna idealny, aż dziwne, bo dokładnie taki jakiego sobie wymarzyłam od A do Z, jedyny problem polega na tym, że była to tylko krótkotrwała poza. Szkoda. Tracę wiarę, że kiedyś jeszcze się uda. Bo jak nie teraz to kiedy??

13 kwietnia 2008

Bez tytułu

Każdy z nas szuka w życiu miłości, tej jedynej, idealnej, szalonej, wyśnionej. Jak nie może jej znaleźć szuka jakiejkolwiek, dużo mniej idealnej, dużo mniej wyśnionej, zwykłej, codziennej, zapewniającej poczucie bezpieczeństwa, ustalającej miejsce w życiu, stwarzającej reguły, wyznaczającej ścieżkę po której dąży się do celu, krańca naszej drogi. Szczęśliwi Ci, którzy znajdują, prędzej czy później, nie ma znaczenia. Ta miłość nie zawsze jest dobra, nie zawsze szczęśliwa, ale sam fakt jej istnienia odmienia ludzkie serca i dusze, wydobywa z nich głęboko ukryte uczucia. Ale co, jeśli jej nie ma i nigdy nie było? Jeśli czuło się tylko namiastkę, zadowalało się wyrobem czekoladopodobnym? Czy można prawdziwie żyć nie kochając, nawet siebie? Czy kryjąc się za maską cynika zdołamy uciec od samotności? Czy werbalizując wmawiane sobie życzenia, marzenia, sprawimy, że staną się rzeczywiste? Chyba nie, to jednak nie wystarczy. Można uwierzyć przez chwilę, zdziwić się, założyć, że życie jest jak komedia romantyczna - wyciśnie łzy z oczu, ale zawsze dobrze się skończy. Tylko co robić, gdy zda się sobie sprawę, że to nie jest prawda, że ciąży nad nami fatum, którego nie oszukamy? I nie wszystko dobrze się kończy.
Używanie półśrodków nie zbliża nas do celu nawet o krok, zwłaszcza jeśli osoby od których się uzależniamy, nie chcą sie uzależnić od nas. Kiedy zdajemy sobie sprawę, że niezależnie od naszych odczuć, nikogo nie da się zmusić do pokochania, dojrzenia tego co leży gdzieś głęboko, świat szczypie w oczy. Bo w gruncie rzeczy czym jest szczęście? Patrzeniem przed siebie, czy patrzeniem w tym samym kierunku?
Patrzę przed siebie bez strachu, żyję dniem codziennym, od poranka do wieczora i nie myślę o tym, co będzie jutro, pojutrze. Przetrwają tylko najsilniejsi, a ja płaczę na filmach i co noc mam ochotę wtulić się w czyjeś bezpieczne ramiona. Niezmiennie. Być choć przez chwilę małą, bezbronną istotką, wstąpić w szeregi wiernych, znowu poczuć się kobietą, matką. Wytańczyć życie, zagrać życiową rolę.
Za ścianą słychać chrapanie, rozczula mnie i odpycha jednocześnie, nic już nie wiem. Ale to nie prawda, że jestem tańsza niż dziwka.

27 marca 2008

Les

Chłopak podniósł się ze stołka, powiódł wzrokiem po pustym wnętrzu, zabrał książkę i wrzucił ją do plecaka leżącego na ziemi koło jego stóp. Zarzucił go na ramię i wyszedł, zostawiając niedopitą herbatę Earl Grey z odrobiną mleka.
W nozdrza uderzył go osłabiający zapach, jej zapach. Zaintrygowała go, siedziała samotnie na kanapie, wyciągając nogi w wysokich zielonych trampkach, daleko przed siebie. Przed nią stało ciastko, filiżanka herbaty, kieliszek czerwonego wina i popielniczka. Na stole leżała dziewicza paczka papierosów. Jakby czekająca, prosząca, błagająca o otwarcie. Nie zrobiła tego, jakby opierając się temu wołaniu, zamkniętą wrzuciła z powrotem do torby. Był ciekaw co czyta, książka musiała być niezwykle wciągająca, bo od chwili gdy siadła, zastygła nad nią. Czasem tylko machinalnie sięgała po filiżankę lub wino. W pewnej chwili przerwała czytanie, zjadła ciastko, rozgrzebując go, bawiąc się nim, nie przejmując się okruszkami, czekoladą. Dostrzegł w tym jakiś pierwotny, zwierzęcy instynkt. Obserwował ją od chwili gdy po wejściu do lokalu rzuciła swoje rzeczy na kanapę i podeszła do baru. Nawet go nie zauważyła, choć siedział tam cały czas.
Przychodził do tego lokalu gdy miał ochotę się wyciszyć, gdy jego wewnętrzne demony nie dawały mu spokoju, mierzył się z nimi codziennie od nowa, okalał je ramami, zamykał w dyby. Ona musiała być stałą bywalczynią, barmanka uśmiechnęła się do niej, ona kiwnęła głową i odeszła. Po chwili usłyszał głos barmanki wzywający ją po odbiór zamówienia. Ciche porozumienie.
Nie potrafił określić w jakim jest wieku, wydawało mu się, że może mieć zarówno 22 jak i 28 lat. Jej oczy miały dziwny wyraz, zaglądając w nie zaledwie przez ułamek sekundy dojrzał w nich bezkresną głębię, matowość myśli, bezsilność, kruchość, emocje, ambicje, autorytaryzm, uległość, bezgraniczne zło i nieskończoną dobroć. Nigdy nie widział takich oczu, takiej duszy. Była tak bardzo podobna do jego. W swoim 27-letnim życiu doświadczył wielu rzeczy złych, wielu dobrych, czasem określenie co jest rzeczywiste a co nie sprawiało mu wielką trudność. Teraz walczył ze sobą, z pragnieniem sfrunięcia z dachu wieżowca, zatopienia ostrej stali w przedramię, poczucia smaku i zapachu krwi. Stopniowo przegrywał tę walkę, od kilku dni było coraz gorzej, dlatego teraz tu był. Widocznie miał ją tu spotkać.
Wyszedł na dwór, oślepiający blask przeszył mu oczy i duszę, zachłysnął się ciężkim powietrzem. Przymykając powieki spojrzał w prawo. Bezbłędnie. Instynkt jeszcze nigdy go nie zawiódł. Była tam. Szła przez tłum jakby otoczona niedostrzegalną niewprawnym okiem, bladą poświatą. Ludzie nieświadomie schodzili jej z drogi, starali się nawet nie musnąć jej ramienia przechodząc obok. Niektórzy odwracali głowy, mijając ją. Miał rację, było w niej coś niesamowitego, aura zła.
Poszedł za nią, tropiąc jej zapach i smak zostawiony przez mgiełkę poświaty.